Praca behawiorysty – profesjonalisty z prawdziwego zdarzenia jest fajna, ale to nie kolorowa bajka.

Właściciele bardzo często nie zdają sobie sprawy, co może ich pies zrobić obcej osobie. Jak bardzo trzeba uważać podczas pierwszego spotkania, jak cały czas umiejętnie kontrolować swoje ruchy, jak mieć oczy dookoła głowy, a i to nie zawsze zdaje rezultaty i tak dochodzi do ataku. 

Pierwsze spotkania i często kolejne, to umiejętne kontrolowanie sytuacji, aby do niczego złego nie doszło, ponieważ zanim właściciele zrozumieją, że na przykład nie klepie się, bądź głaszcze agresywnego psa, który właśnie mnie namierza i szykuje się do ataku na mnie, to musi trochę czasu upłynąć. Niestety wiele nawyków jest mocno zakorzenionych w ludziach.

Ludzie też bardzo często chcą „nauczyć” swojego psa posłuszeństwa. Pies jest niedobry i ma się słuchać. Żyją starym, przestarzałym myśleniem, którym niestety operuje wielu „treserów”, że psa wystarczy przyprowadzić na plac, dołączyć do grupy psów i kazać mu ćwiczyć. Tak może robić ktoś, komu w ogóle nie zależy na psie, nie liczy się z jego emocjami i traktuje go jak rzecz. Prawdziwy, oddany swojej pracy behawiorysta zawsze na pierwszym miejscu postawi dobro psa i będzie chciał mu w jak najlepszy i najbardziej profesjonalny sposób pomóc. A żeby to zrobić, musi zacząć od dokładnej analizy dotychczasowego życia psa. Należy przeprowadzić z rodziną psa dokładny, wyczerpujący wywiad i obserwować, obserwować i analizować zachowanie psiaka. Jest to bardzo wyczerpujące i pracochłonne dla mnie, ale w ten profesjonalny sposób pomagam psiakom i im właścicielom cieszyć się życiem, tak jak trzeba i czerpać radość z przebywania z sobą. Nie ma nic piękniejszego, niż odpowiedzialny właściciel znający i rozumiejący potrzeby swojego psiaka i szczęśliwy pies, który jest przy swoim człowieku, bo chce, a nie dlatego, że musi.