Behawiorysta to tylko człowiek.

Bardzo lubię swoją pracę z psami i strasznie zawsze się cieszę, gdy widzę jak moi podopieczni zaczynają pozbywać się swoich niepożądanych zachowań, jak zmieniam myślenie właścicieli odnośnie ich czworonożnych przyjaciół. Jak zaczynam widzieć w końcu szczęśliwe, zadowolone psy.

Wszystko brzmi ładnie, pięknie. Fajnie wygląda na zdjęciach… W rzeczywistości nic nie jest takie piękne, cudowne, przejrzyste, kolorowe… Zresztą jakiś czas temu opisywałam to, powtarzając, że kolorowe zdjęcia to nie wszystko…

Pomóc psiakom to jedno… Drugie, to praca z ludźmi, która stanowi często bardzo wielkie wyzwanie. Współpracuję z bardzo wieloma fajnymi właścicielami, niestety też z różnych powodów niefajnymi… Słowo „niefajny” ma w tym znaczeniu zrozumienie potrzeb swojego psa i podjęcie z własnej inicjatywy zmiany sposobu postępowania ze swoim psem. Niestety często bardzo szkoda mi psa, ale widząc, jak zachowuje się właściciel, odmawiam współpracy. Ostatni przypadek, to konsultacja u bardzo agresywnego psa, gdzie jak najbardziej, dzięki wspólnej i przede wszystkim ciężkiej pracy właściciela udało by nam się wyprowadzić psa na prostą, niestety jedno ale… Pan tak naprawdę chciał mieć bardzo agresywnego psa a dalsze spotkania ze mną miały być tylko przykrywką przed sąsiadami, którzy mieli wszystkiego dosyć, że niby behawiorysta pracuje z tym psem…

Większość właścicieli ma jeszcze bardzo mylne rozumowanie odnośnie behawiorysty. Oczekuje się od niego jakiejś „magicznej, zaklętej pigułki”, która natychmiast sama z siebie „uzdrowi problem”. Innym wcale nie chce się angażować w żadną pracę ze swoim psem, za to bardzo chętnie lubią zrzucać całą odpowiedzialność na kogoś innego. Wielu ludziom namieszały w głowach reżyserowane, krótkie programy, gdzie niby po pierwszym spotkaniu, pies zmienia się w aniołka. Szkoda, że te osoby nie dostrzegają absurdu takiego programu i nie znają jego kulis, że nie dostrzegają nerwowych, podduszanych, szarpanych psów…

Odnośnie mojej osoby, to tak jak napisałam na początku, bardzo lubię przebywać i pracować z psami. Kosztuje mnie to często również wiele nerwów, których nie mogę w jakikolwiek sposób pokazać na pierwszym spotkaniu z problemowym psem. Nie wiadomo co by się działo, muszę cała sobą okazywać spokój, być zrównoważona, uważać na każdy swój ruch. Muszę zachować czujność i jak najszybciej, jeżeli się da, wychwycić zbliżający się atak psa. Wszystko odreagowuję już w domu, cały ten stres. To wszystko nie jest takie proste, jak by się wydawało. Pierwsze spotkanie, to zawsze duża niewiadoma…

Zawsze jak widzę nawet bardzo, bardzo duży problem, to wiem, że z większością można sobie poradzić. Zrobię wszystko, aby pomóc psu i jego opiekunom, ale ostatnie zdanie należy do nich, do ich zaangażowania, racjonalnego podejścia do sprawy i przede wszystkim chęci. Mogę realizować nie wiadomo, jak wiele profesjonalnych zadań, to tak ostatecznie właściciel zwierzęcia odpowiada za swojego psa i jego zachowanie. Behawiorysta nie jest od narzucania terapii, ani od przepisywania leczenia. Jest po to, aby mądrze wykorzystać swoją wiedzę i nauczyć właścicieli psa, jak z nim postępować.

Bardzo mnie cieszy, że już coraz więcej ludzi rozumie i widzi, że coś niedobrego dzieje się z ich zwierzęciem i szukają dla niego mądrej, profesjonalnej pomocy, takiej bez awersji, szarpania, duszenia… Miłą odpowiedzią na to, są słowa jednej z moich klientek, która zgłosiła się do mnie na szkolenie psa. Po pierwszej wizycie, była bardzo zszokowana, że odmówiłam szkolenia i powiedziałam, co jej pies na początku potrzebuje. Usłyszałam: „Kurcze, Pani Magdo, trochę to trwało, zanim wszystko zrozumiałam i na początku byłam tym wszystkim zszokowana, co Pani wprowadziła mojemu Skandorowi. Ja znałam tylko stare przestarzałe metody i to wydawało mi się jak z kosmosu. Teraz widząc mojego psa, żałuję tego, co fundowałam swoim poprzednim. Kurcze, to co robicie z Panią Kasią jest ponadczasowe. Oby szybko zrozumiała to większość właścicieli. Teraz to jest mi dosłownie głupio, jak sobie przypomnę, jak próbowałam się z Wami wykłócać, że najlepiej wiem, co potrzebuje mój pies, tylko jest niedobry i trzeba z nim zrobić porządek. Już sobie wyobrażam, co musiałyście sobie o mnie pomyśleć po pierwszej wizycie. Pamiętam zresztą wasze miny, jak się wymądrzałam”.

Bardzo mnie cieszy taka zmiana myślenia. To już ponad połowa sukcesu. Nic nie jest tak przykre i stresujące, jak diametralna różnica w podejściu behawiorysty i właściciela zwierzęcia…