Patrz, komu ufasz i czy twój pies właśnie tego potrzebuje.

Kolejna moja praca i wyciąganie psa z problemów po „tradycyjnej tresurze”, skłoniła mnie, aby znów przypomnieć, że psy to istoty żywe, które mają swoje emocje, myślą, czują i przeżywają strach.

Jak zawsze zaczyna się wszystko podobnie. Coś nagle przestaje podobać nam się w zachowaniu swojego psa. Za dużo szczeka, niszczy mieszkanie, skacze na ludzi, ciągnie na smyczy, wyje i szczeka pod nieobecność właścicieli, załatwia się w domu, rzuca się na innych ludzi i psy, podgryza i gryzie.

Zaczynamy szukać pomocy. Super, jeżeli natrafimy na kogoś, dla kogo na pierwszym miejscu najważniejsze są emocje psa. Z pewnością dla psa będzie to wybawienie. Gorzej, a niestety zdarza się to jeszcze bardzo często, że trafiamy do kogoś, dla kogo pies jest rzeczą, „odmóżdżonym” stworem, który ma jak automat wykonywać polecenia. Słyszymy wtedy, że nasz pies jest niedobry, że chce nas zdominować, że nie wie kto jest szefem i podobne głupoty.

Tak właśnie było z jednym z moich podopiecznych. Psiak bardzo szarpał za smycz i gryzł swojego właściciela na spacerach. W domu też nie mógł znaleźć sobie miejsca, ciągle nerwowy, pobudzony… Jego właściciel miał prawo nie znać się na niczym i poszukał pomocy. Na pierwszym spotkaniu nie wypytano i nie zaobserwowano wiele spraw, tylko usłyszał, że pies za dużo sobie pozwala i trzeba go ułożyć… Zaczęli chodzić na tresurę. Pierwszy wymóg to łańcuszek zaciskowy. Psiak nie mógł się na niczym skupić, był pobudzony, ział… Właścicielowi pokazano, jak „umiejętnie” ma korygować zachowanie szarpiąc i podduszając psa, a do tego jeszcze uderzenia palcem w bok ciała… W ten sposób biedny pies zaczął wykonywać siad… Tak samo było z innymi poleceniami. Miał pokazywać psu, kto tu rządzi…

Po czasie pies zaczął robić na placu, to co chciał jego właściciel, w innych miejscach nic się nie zmieniło. Właściciel dostał przykazanie, aby podczas spacerów wrzucić psu na szyję tą obrzydliwą kolczatkę. Powtarzane setki razy szarpania smyczą zrobiły swoje. Pies wydawał się „grzeczny”. Ale któregoś razu nie wytrzymał tego wszystkiego i rzucił się na swojego właściciela… Lampka kontrolna się włączyła i właściciel postanowił poszukać już innej, fachowej pomocy…

Kiedy pierwszy raz się z nimi spotkałam, zobaczyłam wycofanego, wystraszonego psa, któremu wszystko było obojętne, wzdrygał się tylko na poruszenie smyczą przez właściciela po to tylko, aby nie otrzymać zaraz bodźca awersyjnego. Ten wytresowany „ideał psa” nie miał w sobie żadnej chęci do życia. Zachowywał się jak automat… Miał dopiero rok i trzy miesiące… I „perfekcyjnie” wyuczoną bezradność…

Trochę razem pobyliśmy, poobserwowałam psa i zapytałam się o jego zdrowie, ponieważ nie podobało mi się parę rzeczy. Psiak został przebadany… Kręgi szyjne były wadliwie ustawione. Bardzo cierpiał od dawna… Przez to jego wcześniejsze zachowanie było takie a nie inne. Wszystko zostało stłumione tresurą… A biedny pies musiał to wszystko znosić…

Później przyszła kolej na moją pracę. Bardzo długo pracowaliśmy nad tym, aby psiak na nowo zobaczył swojego właściciela i na nowo mu zaufał, żeby przestał się bać wszystkiego dookoła i żeby zaczął cieszyć się swoim pieskim życiem…

Po kilku naszych spotkaniach, właściciel, który przy mnie nauczył się czegoś innego, tego jak należy traktować swojego czworonożnego przyjaciela, jak ważny jest szacunek i zaufanie, powiedział dosłownie ze łzami w oczach: „Boże jak ja go zniszczyłem, on potrzebował mojej pomocy, a ja poszedłem po najprostszej linii oporu”.

Teraz po długim, długim czasie psiak i jego właściciel tworzą zgrany duet. Rozumieją się bez słów. Mój cudowny podopieczny nie stoi już jak „ na skazanie” przy swoim właścicielu, tylko pewny siebie, radosny zaglądający z miłością w oczy swemu ukochanemu człowiekowi…

To co często powtarzam… Pamiętamy, nasze zwierzęta mają tylko nas, są od nas całkowicie uzależnione. Traktujmy je z szacunkiem i zrozumieniem. A tych, co hołdują metodom awersyjnym, omijajmy szerokim łukiem… Może dziwne porównanie, ale na przykład rodzic udający się z dzieckiem do psychologa, potrzebuje fachowej pomocy, na pewno nie takiej, że ma zbić, szarpać i zastraszyć krnąbrne dziecko, tylko należycie ze zrozumieniem mu pomóc w problemach… Pies z problemami potrzebuje też zrozumienia, fachowej i mądrej pomocy.