Adoptowany psiak czuje i przeżywa. Nastka.

Psiak w schronisku to istota żywa, która czuje strach i ból. To żywe stworzenie, które jest zdane na łaskę ludzi. Nie jest to sprzęt AGD, który się wypożycza podczas adopcji na próbę. Ostatnio, gdzieś ok. tygodnia temu zadzwoniła do mnie przejęta Kasia, że widzi pod sklepem przywiązaną Nastusię, suczkę, która była w schronisku. Nastusia siedziała w założonej kolczatce, przerażona, wypatrująca swojej pani. Podpowiedziałam Kasi, aby posiedziała przy Nastusi i poczekała na opiekunkę, żeby chociaż dowiedzieć się, co tam słychać u Nastusi i żeby poprosić, aby Nastka nie nosiła kolczatki.

Po dłuższym czasie czekania przyszła opiekunka Nastki i dziewczyny się zapoznały. Kasia dowiedziała się, że Nastusia została adoptowana parę dni temu. Nastusia została wydana na próbę, jakby coś… Jak przedmiot, który nie ma uczuć, a ma się starać, bo inaczej wróci do schroniska. Rozumiem, że może być różnie i coś może pójść nie tak, ale przez taką adopcją powinno przeprowadzić się rozmowę z przyszłymi właścicielami, zapytać się, jaka jest ich wiedza na temat psa, czy będą umieli poradzić sobie z różnymi problemami, przede wszystkim osoba będąca w schronisku, powinna posiadać wiedzę na temat psiej psychiki i uczulić adoptujące osoby, że psiak po przejściach, siedzący w schronisku, potrzebuje w domu spokoju, czasu na aklimatyzację.

Opiekunka Nastusi wybrała Nastkę, bo jej się najbardziej spodobała. Zapytała, czy Nastka nic nie zrobi dzieciom, bo w domu jest czwórka małych dzieciaczków. Usłyszała, że nic nie zrobi, bo jest przyzwyczajona do dzieci. Nie wiem skąd ten wymysł, jak Nastusia już tak długo siedziała w schronisku. Jedyną osobą, która się nią zajmowała była Kasia, która wprowadzała suńkę w nowe życie, codzienne, bez strachu. Ale Kasi się dawno pozbyto ze schroniska i Nastka została w swoim boksie, z jakimś towarzyszem. Wiem też, że od czasu odejścia Kasi nikt z Nastusią nie wyszedł.

Kasia, podczas rozmowy z opiekunką Nastki, podczas której wyszło trochę rzeczy i niejasności, co do postepowania z suńką podała do mnie telefon. Opiekunka Nastusi zadzwoniła do mnie w ten sam dzień z wieloma pytaniami. Umówiłyśmy się jeszcze tego samego dnia. Nastusia, tak jak Kasię, poznała od razu mnie. Miałam się trzymać, ale łzy były silniejsze.

Na spotkanie, dzięki wcześniejszym prośbom Kasi, Nastka przyszła na normalnej obróżce. Ja zresztą zabrałam ze sobą też obrożę i zmieniłam Nastce na super wygodną. Przyszła opiekunka i gromada dzieci. Ile mogłam, starałam się podpowiedzieć, przede wszystkim bardzo uczulałam na kontrolę relacji Nastki z dziećmi. Jestem bardzo ostrożna, jeżeli chodzi o adopcję psa do domu z małymi dziećmi. Wystarczy moment nieuwagi, aby coś się stało… Zresztą już Nastusia złapała za nos malutką dziewczynkę, bo ta ruszyła na nią, jak Nastka leżała na legowisku… Nie jest tu ani wina dziecka, ani psa… Dziecko, tym bardziej malutkie nie wie, co robi. Zagrożony psiak broni się…
Nastusia ma straszne pazurki, które wymagają jak najszybszego obcięcia. Ma też kłopot z tylnią lewą nóżką. Bardzo jej ona ucieka, podczas chodzenia. Wolontariuszka w schronisku kazała, aby Nastka jak najwięcej biegała. Nic gorszego dla psa, który ma problemy zdrowotne, przerośnięte, zaniedbane pazurki i przez tyle miesięcy nie wyszedł z boksu. Nastka w ogóle powinna zrzucić parę kilo, bo przez to tuczenie jej w schronisku i brak spacerów, bardzo przytyła.

Moim marzeniem i to spokojnie do zrealizowania, były mądre adopcje. Wystarczyłoby więcej czasu poświęcić na tak ważną rzecz. Ale nikt nic nie słuchał. Po co?? Ważne że zwolniło się miejsce i można ściągnąć następnego „forumowego” pieska. Na zakończenie tym, co są przy tych psiakach, przypomnę, że te psiaki, to nie rzeczy, nie maskotki. One czują, przeżywają, cierpią. Są całkowicie od was uzależnione, bo tych, co bardzo martwili się ich losem, już przy nich nie ma.