Ciągle pod negatywnym wrażeniem.

Co jakiś czas wydaje mi się , że już ludzie swoim zachowaniem mnie nie zaskoczą, a jednak nie doceniam co niektórych. Najbardziej szokują mnie ci, co zepsują swojego psa do granic możliwości, a potem kiedy szukają pomocy, mają pretensje do całego świata, do psa, tylko nie do siebie.  

Pierwsze spotkanie, czyli konsultacja behawioralna.

Kiedy ktoś taki trafia do mnie z psem, ja od razu widzę, co się dzieje z psem, jakie ma problemy, ale ze względu na swoją kulturę osobistą i dyplomację ważę przekaz informacji. Bo często jest tak że na początku właściciel zgłasza się z bardzo problemowym psem, niby zdaje sobie z tego sprawę, ale zachowuje się jak by tego nie było… Takie masło maślane. Na przykład pies jest po ataku na człowieka, ale nie… On się tak tylko bawił…” Wie Pani, kuzyn znalazł się w szpitalu, bo tak oberwał, ale mój Azor się bawił, no bawił się”.

Rozmawiamy, słyszę od właściciela, co wyprawiał ze swoim psem, jak go stopniowo niszczył swoim głupim zachowaniem, beznadziejnym tresowaniem, jak sam prowokował psa do agresji i mimo, że gotuje się we mnie w środku, zachowuję spokój i wszystko zaczynam ładnie, spokojnie tłumaczyć… W toku idącej myśli, że każdy ma prawo do błędów, ważne żeby chciał i żeby się zmienił

Ale to nie działa w drugą stronę często 
Ów właściciel kiedy przyjdzie mu się zmierzyć z rzeczywistością i prawdą, widzi wszytko dookoła źle, tylko nie siebie. A jeszcze jak do tego brakuje mu kultury osobistej, to tylko można współczuć otaczającym go ludziom… I człowiek dochodzi do wniosku, że trzeba było od razu wywalić kawę na ławę i powiedzieć facetowi, co się o nim myśli.

“Pies straszny, ale nie mam czasu z nim nic robić, rzadko bywam w domu, ale jego zasranym obowiązkiem jest się zmienić, bo go oddam”. Chciałoby się powiedzieć, żeby oddał, bo jedynie co powinien mieć patrząc na niego, to pluszowego misia, ale zaraz zaraz… Stworzyłeś taką bombę zegarową, takiego agresora i chcesz narazić kogoś innego, tak po prostu bez problemu wcisnąć kłopot innym ludziom i czekać żeby doszło do tragedii?! Ale czy Ty w ogóle o czymś takim myślisz?…Wątpię…

Chcesz tresury? To nie u nas.

I jeszcze taki gość w kółko by fikał, w kółko wymagał a od siebie nic nie dawał. Więc przychodzi moment, że się żegnamy i niech radzi sobie sam. Bo jeżeli nie zda sobie sprawy, że to on i jego pies potrzebują pomocy, że trafił do behawiorysty nie po to, aby wylewać swoje chore frustracje, tylko po to, aby się uczyć pod profesjonalnym okiem specjalisty

I że ma szczęście, że jest taki psi psycholog, który pracuje z tak zagrażającymi życiu ludzkiemu psami i stworzył tak profesjonalny ośrodek do pracy z psami 

I tak na prawdę pracując w Collegu LikeDog narażamy się często na utratę zdrowia nie mówiąc momentami życia. I ten co potrzebuje tej pomocy, niech to wszystko uszanuje, bo wątpię, aby ktoś mu pozwolił na to, aby jego pies podczas początkowej nauki tak gryzł, tak rozszarpywał kogoś rzeczy i niszczył przeraźliwie co spotka na swojej drodze.

Dużo pokory drogi właścicielu, bo to Ty masz problem… I sam w dodatku go sobie stworzyłeś