Dotarcie do głowy psa z wieloma problemami i zapodanie mu profesjonalnej pomocy wymaga często mnóstwa pracy.

Z naszego już bardziej starszego archiwum.

W naszym psim Collegu praca z psiakami musi być bardzo przemyślana. Dlatego jest to oparte na całkiem innowatorskim działaniu, a do tego właśnie powstało tak specjalistyczne miejsce, aby jak najlepiej pomóc psiakom, aby je nauczyć fajnego radzenia sobie w życiu. Tutaj nie ma miejsca na żadne tresury, które niczemu dobremu nie służą, a w dodatku tylko pogłębiają problemy psa.

Najlepiej pomoże się psu, kiedy da mu się być sobą w codziennym życiu. Wtedy możemy zobaczyć jakie pies ma problemy, jak się zachowuje, jakie przejawia zachowania w poszczególnych sytuacjach. Do tego właśnie celu powstał psi College, a w nim zostały utworzone przeróżne zróżnicowane środowiska.

Pomyślmy, co by dało psu z problemami, że właściciel pojawiłby się z psem na pustymi placu, bądź pustej sali nie zawierających żadnych rzeczy i przedmiotów służących do pomocy w socjalizacji, bądź resocjalizacji psa. Często tak się dzieje na zwykłych tresurach, gdzie nie ważne jaki pies ma problem, to ma pracować. I często taki pies jest korygowany zachowaniem, bądź środkami awersyjnymi. Bo kto bez wiedzy zrobi coś z psem, który zachowuje się bez mała jak dziki pies, boi się wszystkiego, nic nie zna, gryzie i atakuje.

Tak właśnie zachowywała się u nas paromiesięczna suczka, która zanim do mnie trafiła kompletnie nie przeszła żadnej socjalizacji. Właściciele zgłosili się do mnie, ponieważ mieli bardzo utrudniony kontakt z suczką, spacery były katorgą, do tego ich gryzła i nie dawała żyć kotu w domu.

Suczka kiedy przyjechała do psiego Collegu wszystkiego się bała, wszystkich rzeczy, zjawisk. Coś zobaczyła i od razu biegiem i wbijała się w płot, tak chciała się wydostać, bo na przykład zobaczyła większe pudełko, parasolkę. I teraz wyobraźmy sobie, jak musiał wyglądać jej spacer.

Trzeba było stopniowo przeprowadzać krok po kroku cały zaplanowany proces resocjalizacji, aby dotrzeć wszelkimi sposobami do głowy suczki i spowodować, żeby chociaż trochę na początku stała się psem kontaktowym i myślącym.

Bardzo dużo w naszej pracy pomogły suczce nasze psiaki. Na początku pojawiła się moja leciwa Ariulka, oaza spokoju i życiowej radości. Dla Ariulki, która zna doskonale psią komunikację, było wielkim zdziwieniem zobaczyć psa, który szokująco się zachowuje, lata, piszczy, szczeka, boi się a zaraz podchodzi, prowokuje i tak w kółko.

I dlatego mając do czynienia z wieloma przeróżnymi przypadkami musimy się mocno nagłówkować, my i nasze psiaki, które wcale nie muszą w czymś takim uczestniczyć, bo im, stabilnym emocjonalnie psom jest to kompletnie niepotrzebne, ale dzięki temu bardzo fajnie, życiowo pomagamy.