Buszmen

Spotkanie z Buszem 🙂

Mój kochany Busz przyjechał na trochę do Polski. Oczywiście nie wyobrażałam sobie, abyśmy się nie zobaczyli. Spotkałam się z Buszkiem i jego właścicielem Emilem. Jestem pod wielkim wrażeniem i bardzo się cieszę, ponieważ zobaczyłam szczęśliwego, zadbanego Buszka. Emil rewelacyjnie o chłopaka dba z czego się szalenie cieszę 🙂

11659491_783915678393853_7289547171126450418_n 11665753_783915901727164_1694094913615081515_n
11665497_783915911727163_6672510576447269199_n 10644990_783915948393826_6233991988992327077_n

Nasz kochany Busz już w Danii.

Trochę się u nas wszystkich ostatnio działo… Wiele telefonów, rozmów dotyczących jednego osobnika… Każdy miał czas na wiele przemyśleń… Efektem wszystkiego Busz pojechał ze swoim ukochanym Emilem do Danii, tam gdzie Emil teraz mieszka. Radość obu chłopaków, jak się spotkali była ogromna. Zresztą, ja kiedyś zawsze mówiłam Emilowi, jak jeszcze mieszkał w Polsce, że obydwoje pasują do siebie pod każdym względem, że trafił swój na swojego 🙂 Życzę chłopakom, żeby teraz życie potoczyło im się właściwym torem i żeby wszystko było dobrze. Busz wyjechał doskonale przygotowany, aby pokazał się w Danii z jak najlepszej strony. Mam nadzieję i wierzę w Emila, że będzie kontynuował to wszystko, na co my z Buszem codziennie ciężko pracowaliśmy. Cały czas jestem i będę z chłopakami sercem i myślami.

10599663_646744782110944_6880393193827603475_n-vert

Przed wyjazdem…

Przed pożegnaniem ostatnie rozmowy w ośrodku i zabawa chłopaków z Buszkiem 🙂

6 (2)-horz

Kwiaty od Emila i Buszmena… Szykują się zmiany…

IMG_9820-horz

Ćwiczymy…

5 (2)-horz

10 (2)-horz

13 (2)-horz

Luz blues z Magdą 🙂

10610685_645341295584626_590098851031543893_n-horz

Teraz przyszła chwila na rozkoszowanie się pysznymi smaczkami 🙂
Buziak dla Magdy 🙂

Lecę i skaczę 🙂

1902855_645117145607041_6593940089924886906_n-horz

10665815_645117092273713_919299402305808255_n-vert

Oczami Buszmena…

„Jejku, jak ta Magda mnie ciągle obserwuje. Sprawdza sobie poszczególne moje zachowania i ich czas trwania. Myśli, analizuje i oblicza, ile czasu potrzebuję, aby się uspokoić w danych okolicznościach. Ostatnio Magda ciągle mówiła o tym, że bardzo się ekscytuję, a w takim stanie nic do mnie nie dotrze. Mówiła też o tym, że jeżeli mój organizm nie powróci do równowagi, to nie będę się w stanie nic nauczyć. Magda mówiła i robiła. Wymyślała jakieś dziwne zabawy. W końcu doszła do tego, że ze spokojem uczę się przyjmować nowe postawy. A teraz w różnych miejscach i na różnych rzeczach muszę sobie ze spokojem przez trochę posiedzieć i poleżeć. Kurcze, aż sam się sobie dziwię, że tak ładnie potrafię się skupić i wytrzymać. A jak Magda jest ze mnie dumna…” 🙂 🙂

2 (2)-horz

Spacerowo 🙂

Szalejący, szczęśliwy pędziwiatr 🙂
10355017_642715472513875_1316947630516557831_n-vert

1897919_642715832513839_8930415053788279430_n-vert

Zdumienie i niepewność Buszmena.

„A kim ty jesteś i co robisz w ośrodku?” Nasz Garfiś, który w środku „domku” LikeDog jest znany Buszowi, na zewnątrz stał się już dla niego kimś całkiem obcym. Musiało potrwać ładną chwilę, żeby Busz się z nim oswoił. Taka reakcja występuje u wielu zwierząt.

Oczami Buszmena…

Buszmen: „Z Magdą jest też fajnie, ale nudniej niż z ciocią Olą. Z Magdą więcej się trzeba wszystkiego uczyć. Teraz sobie wymyśliła i uczyła mnie akceptacji i mijania obcego faceta, który nie do końca mi przypasował. Ale stał bez ruchu, nic ode mnie nie chciał, to ja też powinienem w miarę spokojnie obok niego przejść. Magda jest bardzo zapobiegawcza i pracowaliśmy w kagańcu. Nikt mnie tak nie zna, jak ona. Nie daje się nabrać na mój uroczo merdający ogon, który niby nie pokazuje zdenerwowania, wręcz zadowolenie, a następnie przechodzę do ataku. No to tak sobie trochę poćwiczyliśmy a ja w duchu marzyłem sobie, że jak już wszyscy opuszczą ośrodek i zostaną tylko dziewczyny ze mną, to znów będę mógł bawić się i śmigać po tej nowej super zabawko-przeszkodzie. Ale ta Magda ma pomysły. Nie chce się stamtąd wychodzić…” 🙂

Szczęśliwy Buszmen w LikeDog 🙂

A tak się cieszę, bo Magda smaczki niesie… 🙂 🙂 🙂

10294247_637974072988015_3657317719302680408_n-vert

10306748_637973999654689_4831019100387105736_n-horz

10626528_637973996321356_8661394278322599408_n-horz
anigif

1-vert

2 (2)-horz

3-horz

5 (2)-vert

4 (3)-vert

8 (2)-vert

10 (2)-vert

11-vert

 

12 (3)-vert

13 (3)-vert

Busz w poszukiwaniu pysznych smaczków 🙂

Grzeczne wytrzymanie, a w nagrodę świetna zabawa z piłką 🙂

Po ciężkim dniu pracy przyszedł czas na zasłużony odpoczynek 🙂
Jedna piłka, a tyle radości… 🙂 🙂 🙂
1175387_639133306205425_7663786185229471792_n-horz

482810_639132862872136_6615975730566419044_n-horz

1380710_639133152872107_3574233380407791599_n-horz

Szarość i smutek dnia codziennego…

Buszmena poznałam parę lat temu, jak jeszcze przyjeżdżałam do schroniska. Stopniowo i umiejętnie się zapoznawaliśmy, a potem razem od siebie uczyliśmy się życia. Ja jego, że człowiek potrafi być fajny a on, do czego służy siła, zęby i jak szybki trzeba mieć refleks… Ktoś go tego kiedyś „nauczył” a potem porzucił jak niepotrzebnego śmiecia… W schronisku był niecały rok. Przyjeżdżałam do niego, jak i innych moich podopiecznych niemal codziennie. Wyjątkiem były krótkie wyjazdy, bądź ostra choroba, taka że już naprawdę przygwoździła mnie do łóżka… Tak jak i ja, również mój mąż zakochaliśmy się w tym szalonym chłopaku. Bardzo chcieliśmy go zaadoptować, ale niestety nasze próby skończyły się niepowodzeniem. Buszmen doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej siły i w żaden sposób nie przypadły mu do gustu nasze psiaki a on im… Po jakimś czasie zgłosiła się do schroniska para i Buszmen spodobał się im. Zanim poszedł do adopcji, długo razem się spotykaliśmy podczas spacerów i uczyłam ich, jak żyć z Buszem. Miałam wiele obaw, ale bardzo się cieszyłam, że Busz ma w końcu swój dom. Wszystko odbywało się na początku super. Buszmen był doskonale przeze mnie przygotowany do dalszego życia. Właściciel Busza też dużo na początku ze mną współpracował i dostosowywał się do moich zaleceń. Ja o każdej porze dnia i nocy służyłam pomocą… Przez jakiś czas sielanka trwała… Mieliśmy ze sobą trochę rzadszy kontakt, ale zawsze jak była potrzeba, to służyłam pomocą i to pod każdym względem… Po jakimś czasie właściciel Busza wyjechał za granicę w poszukiwaniu pracy. Z Buszem została jego dziewczyna i jej rodzina. W międzyczasie Busz trochę pomieszkiwał u brata właściciela. Czas zaczął upływać i zaczęło mnie trochę rzeczy niepokoić. Właściciel, który miał przyjechać po Busza nie przyjeżdżał, a rodzina dziewczyny nie za bardzo sobie z nim radziła. Busz to bardzo silny pies… Zresztą po wielu różnych pobytach też się znów zmienił… Najpierw dość często się kontaktowałam telefonicznie z właścicielem Busza. Podczas jednej z rozmów zapytałam, czy Buszowi nie szukać nowego domu, a w tym czasie bardzo fajna i mądra osoba myślała o adopcji Busza. Usłyszałam że w żadnym razie, że w końcu Busz będzie ze swoim właścicielem… Życie się dalej toczyło, kiedy mogłam zabierałam Busza na spacer. A bywało różnie, ponieważ wiecznie mam mnóstwo pracy i przeróżnych spraw… Osoba, która myślała o adopcji Busza zaadoptowała innego zagubionego w życiu psiaka. A jakiś czas temu zadzwonił do mnie właściciel Busza z pytaniem, czy poszukam mu nowego domu…Przeczuwałam to już dawno, ale w tym momencie poczułam się tak okropnie, tak jakby ktoś strzelił mi w twarz… Dziewczyna właściciela miała inaczej przedstawioną wersję, że jeszcze trochę mają potrzymać Busza i właściciel po niego przyjedzie. Ona też jest teraz w ciągłych wyjazdach i wszystko spadło na jej mamę. Na kobietę, która psa nie chciała a ma… Strasznie dla mnie to wszystko stało się przykre i smutne. W akcie największej desperacji postanowiliśmy z mężem że wszystko zrobimy, aby Busz zamieszkał z nami. Przebłyskiwała mi myśl i wracały wspomnienia z tego, jak już kiedyś raz próbowaliśmy i niestety… Myślałam sobie, no właśnie co ja sobie myślałam?… Zdrowy rozsądek przez chwilę przegrywał z desperacją… Do wszystkiego bardzo dobrze się przygotowaliśmy. Wszystko przemyślane i to uchroniło, że nie doszło do jakiejś tragedii. Niestety… Mimo że my z mężem bardzo chcemy, to nasze zwierzęta nie chcą mieć z Buszem do czynienia. Najbardziej pokazała to Buszka, której nie można było ściągnąć z Buszmena…Najpierw się wszyscy zdziwiliśmy, a było nas przygotowanych trochę ludzi, że Buszka, która pracowała i pomogła tylu psom, tak zareagowała… Ale zaraz przyszło otrzeźwienie… Busza bardzo dobrze wyczuła Buszmena. Gdyby nie zrobiła tego pierwsza i on nie miałby kagańca, to by doszło do krwawej jatki…Rida nawet nie chce przebywać w pobliżu Busza, Mija i Aria miały podczas spotkań dość fajne nastawienie, Buszmen przez chwilę też, ale wystarczyła chwila i przechodził do ataku. Abra w tych spotkaniach nie brała udziału. Miała zacząć brać po jakimś czasie, jakby wszystko układało się w miarę dobrze… Na dzień dzisiejszy Buszmen mieszka u mamy dziewczyny właściciela. Ja przyjeżdżam po niego, jak tylko mogę i zabieram na spacery, albo do ośrodka. Umówiłyśmy się, że na razie Buszmen może u niej zostać. Ja kupuję karmę i inne rzeczy… Z jednej strony cieszę się, że chłopak ma dach nad głową z drugiej łapie mnie okropny żal i niemoc… Nie tak to miało wszystko wyglądać… Okropne uczucie, jak czegoś bardzo chcesz a nic nie możesz zrobić… W takiej sytuacji strasznie ubolewam nad czymś nierealnym, a mianowicie nad tym, że nie mogę tym wszystkim swoim zwierzętom w żaden sposób wytłumaczyć i poprosić, żeby się dogadały i zamieszkały razem ze sobą…
10612588_636598753125547_3758102751910800815_n-horz

Buszmen…

O Buszu już często pisałam. Jeden z moich byłych podopiecznych schroniskowych. Przeszliśmy razem bardzo długą drogę i „walkę” o być… Początki były ciężkie i burzliwe, ale udało nam się . I to poprzez mądrą, bardzo przemyślaną i ciężką pracę opartą na szacunku i zaufaniu. Uczyliśmy się życia od siebie nawzajem. Buszmen, jak łatwo i prosto można wykorzystać swoje zęby, ja że człowiek potrafi być dobry, że nie szarpie, nie bije, nie krzyczy… Zawsze powtarzam, że nie sztuką jest „nauczenie” psa bania się nas, poprzez stosowanie względem niego awersji. Sztuką jest tak pomóc i poprowadzić psa po przejściach, aby umiał dalej funkcjonować w normalnym życiu. Mój Busz już od dwóch lat ma swój dom. Trochę po drodze pokrzyżowały się pewne rzeczy. Teraz mieszka ze swoją Wiolettą i jej rodziną. Jestem bardzo dumna z Wiolki, że tak dzielnie daje sobie radę z Buszem, bo z chłopakiem trzeba umieć żyć… A ja w końcu się doczekałam, że mogę go zabierać do swojego ośrodka, w którym czuje się rewelacyjnie. Tak jak na dworze, tak i w „domku” LikeDog 🙂

10505358_587453191373437_1090626107627345242_n-horz

10441214_587453164706773_727200638288235249_n-horz

10414435_587452601373496_1917578734825549745_n-vert

10436019_587452844706805_6136322544582520489_n-vert

10464211_587453131373443_5572480603762029327_n-vert

10457892_587453108040112_6859668444353130217_n-vert

10487603_587453021373454_8763046033568337369_n-vert

10442424_587453371373419_1950967646375672887_n-vert

Nigdy pochopnie nie oceniajmy…

Nigdy nie oceniajmy pochopnie. Nie skazujmy bezmyślnie na schroniskowe więzienie. Nie wymagajmy nie dając nic w zamian. Jeżeli na naszej drodze staje nam pies, który według wielu nie ma szansy na adopcję, nie patrzmy na nich, tylko róbmy swoje. Oczywiście musimy umieć i wiedzieć, jak pomóc takiemu psu. Przeprowadzić resocjalizację i cieszyć się jego nowym życiem 🙂 Buszmen, mój były schroniskowy podopieczny z którym wykonałam ogrom pracy 🙂 Mam za to przeogromną nagrodę 🙂 Psiak żyje, ma dom. Mimo tego, że to już długi czas od adopcji, mam kontakt z opiekunami Busza. Wiem co się dzieje, służę pomocą, jak jest taka potrzeba. I ta szalona radość na mój widok, jak zabieram go z jego nowego domu na spacery. Ten widok jest bezcenny 🙂

10156073_549022491883174_6768252663451637995_n-horz

3

 

2

1

6

Pracując i rehabilitując psa z problemami behawioralnymi, nie wyobrażam sobie, aby kiedykolwiek użyć przemocy względem psa. Praca z psami powinna być oparta na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Pies powinien nam ufać i mieć w nas oparcie. Dlatego tak ważne jest nawiązanie więzi ze zwierzęciem.

1601576_512547952197295_1502365487_n-horz

1604966_512548502197240_1740222542_n-vert

1797465_512547808863976_1648798095_n-vert

1623563_512547942197296_103148951_n-horz

1623767_512548592197231_1044112056_n-vert

1005776_512547678863989_718008910_n-vert

Radość Buszmena podczas zabawy nie do opisania 🙂

Trochę nauki i zabawy 🙂

Buszmen 🙂

Czasami życie uklada się nie tak jakbyśmy tego chcieli…

Czasami życie układa się nie tak, jakbyśmy chcieli… Opiekunowi Busza trochę się w życiu pozmieniało. Wyjechał na jakiś czas do pracy za granice…Osobiście nie jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale niestety życie nie wybiera… Opiekun Buszmena był dość długo przeze mnie przygotowywany do tego, jak żyć i pracować z psem. Niestety, często czuł się za pewny i niekonsekwentny, czego skutkiem były i są na nowo niepożądane efekty. Wiem, że to wszystko było z miłości do psiaka, ale niestety, jeżeli chodzi o psy po przejściach, trzeba mądrze z nimi postępować… Buszmen nigdy nie należał i nie należy do łagodnych psiaków… Teraz został z dziewczyną opiekuna i jej rodziną. Nie jest im z nim łatwo. Martwię się tym wszystkim bardzo. Jak tylko mogę, pomagam. Kupuję karmę, zabieram Busza na spacery i staram się przekierować na to, co kiedyś udało mi się z nim wypracować. Strasznie kocham tego psa i chciałabym dla niego jak najlepiej… Najsmutniejsze jest to, że przychodzi w życiu taki moment, że człowiek staje się bezsilny wobec pewnych sytuacji życiowych… Wczoraj zabrałyśmy z Kasią Buszmena na długi spacer. Była też z nami Buszka. Musiałyśmy cały czas być skupione na zachowaniu psów, ponieważ nie do końca przypadły sobie do gustu…

1471777_479063088879115_103425468_n

6

2

Buszmen… spacerujemy i pracujemy…

Bardzo często podczas pracy z rehabilitowanym psem pomijane są czynniki środowiskowe. Jest to dużym błędem, ponieważ aspekty środowiska często przyczyniają się do okoliczności wystąpienia problemowego zachowania. Chcąc zmienić niepożądane zachowanie, powinniśmy przeanalizować czynniki środowiskowe, gdyż przyczyniają się one do problematycznego zachowania. Bardzo często skupiamy się już na samych konsekwencjach i bodźcach wywołujących zachowanie a zapominamy o układzie zdarzeń. Takie podejście jest błędne i bardzo zgubne dla psa, ponieważ bardzo łatwo możemy kontrolować czynniki środowiskowe i w ten sposób w znacznym stopniu redukować niepożądane zachowania. Niestety, jeszcze spora ilość ludzi, która próbuje zajmować się i pomagać psom z problemami behawioralnymi, nie ma na ten temat zielonego pojęcia. Zamiast pomóc takiemu psu, często się szkodzi. Bardzo często takiego psa musztruje się, wymusza na nim presję, zastrasza się go, zakłada mu się kolczatkę, łańcuszek zaciskowy, bądź stosuje się inne środki awersyjne. Takie awersyjne traktowanie psa jest niedopuszczalne i po czasie się mści. Powoduje, że pies staje się bezradny wobec awersyjnego względem niego zachowania.
Nie sztuką jest, aby pies się bał i robił coś z przymusu, szarpany, bądź duszony łańcuszkiem i kolczatką. Sztuką jest nawiązać z psem więź opartą na szacunku i zaufaniu, a następnie zrozumieć i pomóc mu zmienić jego zachowanie…

1

2

4

 

3
1

3

5

4
Busz… Każdy chce być kochany…

Busz od dłuższego już czasu ma swój dom z czego szalenie się cieszę i chcę, aby to nigdy się nie skończyło…Mimo naszej długiej i ciężkiej pracy i tego że tak wiele nam się udało, Busz nigdy nie będzie aniołkiem. Potrafi się nakręcić, potrafi zaatakować…To niestety zasługa jego poprzednich właścicieli, którzy zniszczyli mu psychikę. Obecny właściciel podczas adopcji wszystkiego się ode mnie dowiedział i uważam, że tak powinno być zawsze. Okłamywanie ludzi i ukrywanie wielu rzeczy mści się tak i tak po czasie na wszystkich… Zanim Busz poszedł do adopcji, bardzo długo spotykaliśmy się wszyscy razem. Chciałam, aby przyszły opiekun przede wszystkim zapoznał się z nim i złapał więź. Następnym ważnym krokiem było pokazanie, co Busz potrafi zrobić w niektórych sytuacjach. Uczyłam i pokazywałam, czego należy unikać, jak zapobiegać występowaniu zachowań agresywnych, jak stwarzać i utrzymywać takie warunki środowiskowe, aby nie dochodziło do agresji i przede wszystkim, żeby kontrolować i wyłapywać czynniki poprzedzające, które maja wpływ na wystąpienie danego zachowania. Nie zawsze się opiekunowi Busza wszystko udaje, a czasami też potrafi się zapomnieć, jakiego ma psa i potrafi przesadzić z niektórymi zabawami. Szybko jednak widzi tego „ efekty” . Buszmen, pomimo, że nigdy nie będzie miluśkim pieskiem i grzecznym aniołkiem, ogromnie kocha swoim sercem i chce być kochany. Mimo, że musi być pod dużą kontrolą, chce żyć, chce cieszyć się życiem…Za każdym razem, jak go zabieram na spacer, mam w oczach łzy szczęścia, widząc cieszącego się ze wszystkiego psiaka…

558667_472523899533034_196879167_n

1

2

3

4

6

7

Agresywne psy potrzebują czasu, cierpliwego, konsekwentnego przewodnika, który jak ognia będzie strzegł się awersyjnych sposobów radzenia sobie z psią agresją…Buszmen…

1390765_457668994351858_562746729_n

1385291_457669307685160_2102696875_n-horz

1374899_457668857685205_89263038z_n-horz

Wielu nie wierzyło… A jednak udało się 🙂

Buszmen…Mój największy sukces i nadzieja dla innych psów, które często są źle oceniane… Razem uczyliśmy się życia. Buszmen był moim podopiecznym w schronisku… Według wielu ocen nie rokował na adopcję… Walczyliśmy razem długo i udało się… Buszmen najgorsze ma już za sobą. Ma swój dom, swojego opiekuna, a gdy go spotykam, utwierdzam się w przekonaniu, że to co robię, jest słuszne…

1235533_457669247685166_767486969_n

Pierwszy zachwycił się Buszmenem mój mąż… Ja przyglądałam mu się z dystansem, obserwując skaczącego po ścianach i rzucającego się do krat szalonego psa… Dziewczynki w schronisku żartowały, że jak ktoś chce mieć zdemolowany dom, to niech zaadoptuje Busza… Buszmen trafił do naszego schroniska w strasznym stanie, skrajnie wychudzony… Był przywiązany do drzewa w kagańcu… Busz wrócił do świata żywych… Standardowo, nie było nic wiadomo o przeszłości Busza, więc trzeba było zacząć wszystko od początku… Najpierw trochę sobie posiedziałam pod boksem… Jak pierwszy raz wchodziłam do Busza, to przywitał mnie skacząc i odbijając się o moje plecy. Postałam trochę, aż się wyciszy chociaż troszeczkę i ruszyliśmy… Pamiętam, że poszliśmy daleko i nie było nas trochę… Busz miał tyle w sobie energii, że ciężko było nad nim zapanować… Do tego demonstrował na mnie swoją siłę… Miałam momentami duszę na ramieniu… I tak zaczęła się nasza przygoda… Trwała dość długo… Bywało różnie… Jednego dnia wydawało się, że zaczyna być lepiej, drugiego cofaliśmy się do tyłu… Nieraz wracałam do domu cała w siniakach i podartych rzeczach, płakałam w samochodzie i zastanawiałam się, czy dam radę, czy to wszystko ma sens… Miałam straszne chwile zwątpienia i zaczynałam tracić nadzieję, czy Busz będzie miał szanse na adopcję… Chłopak był nieprzewidywalny… Potrafił zaatakować bez ostrzeżenia, jak mu ktoś się nie podobał… Dużo czasu upłynęło i małymi kroczkami zaczęliśmy wychodzić na prostą… Busz coraz bardziej się wyciszał… Mogłam rozpocząć dalszy etap resocjalizacji… Zaczęłam wprowadzać nowe osoby, chodziliśmy do parku, po mieście, zabierałam go do pracy… Wprowadzałam jak najwięcej bodźców… I pojawił się Emil – obecny właściciel Busza… Na początku byłam sceptycznie nastawiona, ale Emil okazał się bardzo rozsądnym człowiekiem i uważnym uczniem… Zanim Busz zamieszkał w swoim nowym domu, przez miesiąc spotykaliśmy się dzień w dzień. Powiedziałam Emilowi wszystko, jaki jest Busz, że mimo mojej ciężkiej pracy z nim, nie udało się wygasić w nim wszystkich niepożądanych zachowań i na co ma zwracać uwagę i do czego nie dopuszczać… Dzisiaj Busz śpi ze swoim panem w łóżku… Ale na to potrzeba było czasu… Dla mnie największa radość, że udało nam się i Busz znalazł swojego człowieka…

Buszmen jeszcze w schronisku.
zdjecie-horza

ja i buszmen-ahorz