Mija

Mijeczka.

 

Ta psia dziewczynka jest ze mną osiem lat. Osiem lat temu zaadoptowałam wtedy na tamten czas psychiczny i fizyczny wrak psa. Psa, który bał się własnego cienia i przepraszał za to, że żyje. Widać było po Mijuni, że człowek spowodował w niej bardzo złe emocje, złe skojarzenia. Psia dziewczynka z ogromnym przerażeniem patrzyła na przebywającą w jej otoczeniu osobę, nie mówiąc już, jak ktoś pojawiał się blisko niej. Ze strachu kuliła się, chciała gryźć, żeby się tylko obronić przed człowiekiem. Potrzebny był czas i bardzo umiejętne podejście do psiej dziewczynki, aby chociaż trochę zobaczyła, że już jej nie grozi żadna krzywda, że nikt jej nie chce nic zrobić.

 

Dzień po dniu pracowałam nad tym, aby w końcu Mija zaczęła dostrzegać inaczej życie i aby zobaczyła, że nie każdy człowiek jest zły. Bardzo ważną rolę odegrało w tym początkowym procesie resocjalizacji mądre i profesjonalne podejście do pomocy Miji. Psia dziewczynka, aby zaufać miała całkowite zrozumienie i spokój ze strony człowieka. Nie było żadnego cmokania do niej, żadnego wyciagania rąk, żadnego głaskania, żadnego brania na ręce. Ona tego bardzo mocno nie chciała i w końcu zaczęła rozumieć, że już znalazła się w innym, fajnym życiu. Właśnie bardzo wiele psów ma z tym przegrane, szczególnie tych adoptowanych, że ludzie nie rozumieją, że one nie potrzebują na dany czas, wręcz nie chcą dotyku, a wszelkie podejście człowieka do nich odbierane jest przez nie jako zagrożenie.
Ktoś myśli, że super zrobi jak pogłaszcze, czy weźmie na ręce psa, nie zdając sobie sprawy, jak jest odwrotnie i jak krzywdzi tym psa i wywołuje u niego bardzo negatywne emocje. Mija na szczęście nie musiała się niczego obawiać, szybko zobaczyła, że wszystkie jej wysłane sygnały są zrozumiane i respektowane. No i tak się otwierała nam na świat ta psia istota.

 

I nawet nie wiem, kiedy zleciało już te osiem lat. Teraz Mijunia to szczęśliwa, zadowolona z życia psia dziewczynka, która jest kochana przez nas bardzo mądrą miłością. Kiedy ma ochotę przyjdzie się po swojemu przytulić, ale ze strony człowieka nie może być żadnej nachalności i przesady. Tak jak nadmieniłam wcześniej, Mijuni ktoś spowodował w jej główce uraz na całe życie, a my już nie chcemy naszym niepotrzebnym zachowaniem wywoływać w niej tych przykrych i okrutnych wspomnień. I dlatego, że jest taka zrozumiana, jest teraz taka szczęśliwa 😍

 

 

Mijeczka cztery lata po adopcji…

 

Moja psia dziewczynka najmniejsza gabarytowo pośród całej psiej ekipy. Kiedy została przeze mnie zaadoptowana, był to wrak psychiczny i fizyczny psa. Potrzebowała bardzo przemyślanej i mądrej resocjalizacji, spokoju i jeszcze raz spokoju. Teraz po dawnej Miji nie ma śladu. A wśród mojej domowej ekipy wiedzie prym 🙂

 

 

Mija rok jak nasza ukochana Mija jest z nami 🙂

 

Rok temu, jak wracałam z Warszawy z seminarium z Alexą Caprą, zostałam poproszona o odebranie suczki od pani, która wypatrzyła ją w jakieś przechowalni i przewiezieniu jej do osoby, która miała zaadoptować Mijeczkę. Pisałam już o tym kiedyś, więc nie będę się powtarzać. Nie chcę pamiętać widoku tak strasznie przerażonego psa, który kładł się na ziemię i zamierał. Podczas drogi, dowiedziałam się, że osoba która miała zabrać malutką do siebie, już jej nie chce. Wtedy przez chwilę przeżyłam szok. Ale nic lepszego dla naszej Mijeczki nie mogło się wydarzyć. Dziewczynka była wrakiem psa i wymagała troskliwej opieki, oraz bardzo mądrego podejścia. I to wszystko dostała u nas i od nas. Bardzo długo dochodziła do siebie. A teraz jest radosnym i szczęśliwym psiakiem, który kocha nas całym swoim psim serduszkiem. Alexa opowiadała na seminarium o suczce Miji. Mi to imię tak utkwiło w głowie. Szybko z niego skorzystałam.

 

10014571_539015126217244_1830005315_n 10154034_539015909550499_1550068011_n

 

Mija, moja biedna kruszynka…

 

Historia przykra, pewnie podobna do wielu innych. Wracając z wykładów z Warszawy, poproszono mnie, abym przewiozła suczkę z W-wy do Bydgoszczy . Jakaś pani upatrzyła gdzieś sobie suczkę w internecie i zapragnęła ją mieć. Podjechałam w W-wie w umówione miejsce, aby suczkę przejąć. To co zobaczyłam. Tragedia… Kupa nieszczęścia, strachu, totalne wycofanie. Owinęłam delikatnie malutką w kocyk, aby miała chociaż trochę imitację norki i żeby poczuła się bezpiecznie.

 

Jechaliśmy z malutką, trzymałam ją w tej jej norce na kolanach i płakałam z bezsilności. Jak można psiaka doprowadzić do takiego stanu. Bo to nie był stres, który jest normalny przy wszelkich zmianach w życiu pieska. To psia tragedia i strzępek nerwów. W drodze dostaję sms-a z numerem tel. od pani, która ją wyadoptowała, że mam zadzwonić do przyszłego domu i powiedzieć o której będę?????? Trochę dziwne, że ktoś nie może do mnie zadzwonić, ale ok. jak zawsze ja dzwonię. I co słyszę… To po prostu rozwala na łopatki.

 

Pani się pyta, jak ten pies i jak się zachowuje.
Więc tłumaczę, że biedulka jest zestresowana, że taka biedniutka.
Co????? – Na to pani dalej: “Ja takiego psa nie chciałam, one nic mi nie powiedziały, on nie ma prawa się stresować…
Ja: Słucham???
Pani: “Co to za pies, który ma stresa” i inne kretynizmy wypowiadane przez panią.

 

Więc ja znów ładnie od początku, że sunia nie wiadomo, co przeszła, że miała trochę przeżyć, że będzie potrzebowała spokoju i powolutku zacznie się otwierać.
Pani na to: “A jak mi naleje?”
A ja się jej pytam, czy coś się stanie, jak suńka nasiusia. Przecież ma do tego prawo. I ile to posprzątać. I się zaczęło. Usłyszałam, że nigdy nie ma prawa tego zrobić, że w domu jest niepełnosprawne dziecko i że ma alergię i ona już tej suczki nie chce. Wcześniej się dowiedziałam, że na wizycie przedadopcyjnej, była osoba, która się na tym dobrze zna. Moje pytanie. Na czym się zna i gdzie profesjonalizm?? Chybaże w grę wchodzi tylko upchnięcie gdzieś psiaka. Czyli z deszczu pod rynnę. Jechałam przez chwilę w milczeniu, obmyślałam, co dalej i wiedziałam, że ona nie może trafić do żadnego schroniska, ani do takich dziwnych ludzi pokroju tej pani. Dobrze, ze przez telefon pokazała swoje prawdziwe oblicze, bo suczka nie miałaby u niej życia. Myślę, że szybko skończyłaby na ulicy. I tak o to przyjęliśmy do grona naszej rodziny suczkę. Dużo pracy czeka mnie nad dziewczynką, ponieważ jest totalnie wycofana. Na razie w spokoju dochodzi do siebie. Mija… Moja mała księżniczka.

 

1146523_422821541169937_1145806559_n