Miłka

Praca z psem po przejściach to nie bajka…

 

To poważne wyzwanie i walka z codziennymi trudnościami, tym bardziej, jeżeli próbujemy pomóc psu będącym w schronisku. Miłka… mogę się tylko domyślać, patrząc na jej zniszczoną psychikę, ile przeszła. Nasze zapoznanie ze sobą trochę trwało. Miłka wszystkich podchodzących do boksu witała rzucaniem się na drzwi boksu. Udało jej się nawet kogoś ugryźć. Zanim wyszłam z Miłką na pierwszy spacer, miesiąc dzień w dzień przesiadywałam pod boksem przez kilkanaście minut. Siadałam na ziemi, nie odzywałam się, po prostu siedziałam. Z dnia na dzień Miłka coraz bardziej mnie akceptowała… W dzień, który postanowiłam wyjść, ubrałam się w kurtkę zimową, a nadmienię, że był upalny dzień lata. Kurtka na wypadek, gdyby Miłka zechciała mnie ugryźć, zawsze chociaż trochę by mnie ochroniła. Przeszłam już w życiu poważny atak psa i wiem, jak to może się skończyć. Wtedy mi się cudem udało, ale gdyby nie moja zimna krew, pomimo strasznego ataku, mogłabym nawet stracić życie.

 

I wyruszyłyśmy z Miłką. Skłamałabym, gdybym nie powiedziała, że nie czułam strachu. Jestem osobą, która trzeźwo myśli i przede wszystkim praktykiem, a nie paniusiami, które siedzą na forach internetowych i opiniują pieski nie spotykając ich ani razu na żywo… Swoją drogą szokuję się głupotą i nieodpowiedzialnością takich osób, które swoim wypisywaniem krzywdzą często i ludzi i psy… Od naszego pierwszego wyjścia minęło już parę miesięcy. Cały czas Miłcia się resocjalizuje… Mamy ze sobą świetny kontakt, co jest podstawą naszej współpracy. Ale wszystko spokojnie, z rozwagą i z mądrą miłością… Mimo, że czuję straszną miłość do tych wszystkich psiaków, zawsze muszę pamiętać, że te pieski nie są dla mnie, ja tylko muszę je mądrze poprowadzić i przygotować do adopcji.

 

miłka ze mną przed schroniskiem

ja-z-miłką-na-obrzeżach-miasta

miłka-10 941499_153300394850257_1379890784_n
miłcia-na-przejażdżce miłka-9

 

Fragment tekstu na pożegnanie… Jak zakończyła się moja pomoc w schronisku…

 

(…) Najbardziej, co pragnęłam, o czym marzyłam, to pomóc schroniskowym psom po przejściach. Pomóc mądrze… Każdy pies w schronisku jest inny, każdy trafia z innych powodów, każdy potrzebuje innej pomocy. Tak było z Miłcią – amstaffką, która przyjechała do nas z innego schroniska. Przez trochę była w środku, później trafiła do boksu z łatką psa agresywnego. Miłeczka faktycznie rzucała się na każdego, kto podchodził do krat. Tolerowała dwóch pracowników. Postanowiłam zaprzyjaźnić się z dziewczynką. Trochę to trwało. Po miesięcznym siedzeniu przy boksie, postanowiłam do niej wejść i spróbować zabrać ją na spacer… Nie mogłam się pogodzić z tym, że Miłcia ma tak spędzić swoje życie… No i udało się. Zaczęłyśmy razem wychodzić. Trwało to trochę, ale Miłeczka otwierała się coraz bardziej. Prosiłam też inne osoby, aby przy niej posiedziały, żeby Miłka zaczęła akceptować je i się z nimi oswajać. Nikogo to wtedy nie obchodziło. Co niektóre osoby, widząc, jak zależy mi, aby wyciszyć Miłkę, podchodziły i specjalnie ją rozdrażniały… Jedynie Kasia codziennie przesiadywała i w końcu mogłyśmy razem z Miłcią chodzić na spacery. Małymi kroczkami szłyśmy z Miłcią do przodu. Zaczęłam zabierać ją w przeróżne miejsca. Dziewczynka uwielbiała jeździć samochodem i to na siedzeniu pasażera… Niestety, wszystko się skończyło, Miłcia nie ma żadnej pracy, a potrzebuje wiele… Ja za to słyszę bzdury rozsyłane i rozpowiadane, że zabraniałam dostępu do Miłci… Ja nic nie zabraniałam, ja się bałam, żeby komuś przez bezmyślne zachowanie nie stała się tragedia… Ktoś, kto opowiada takie bzdury, niech może najpierw wykona do mnie telefon i zapyta się, jak to wszystko wyglądało naprawdę i co to znaczy praca z psem po przejściach… To nie są harce i zabawy… Taki psiak, aby mieć szansę na adopcję, powinien mieć zapewnioną pracę z odpowiedzialnym człowiekiem… Na początku, trzeba wszystko robić, aby mądrze go resocjalizować (…)

1157534_584765154913660_1907686716_n