Mój Karmel, niegdyś zakapior i kryminał.

Ci wszyscy którzy znają teraz tego fajnego, cierpliwego Karmelka, który pomógł tylu psiakom, na pewno nie widzieli go, jak to był kiedyś psi wariat. Z opowiadań tak, ale czego się nie zobaczy, to cieżko sobie często wyobrazić. Kiedy zaadoptowałam tego psiego zbója, zresztą wiedziałam po kogo jadę, to na początku miałam do czynienia z mało kontaktowym, zafiksowanym, dość agresywnym chcącym tylko szarpać psim zakapiorem. Nie mówiąc już o wszystkich innych aspektach, jakim były chociażby próby założenia obroży. Karmel chciał wszystkich tyranizować na początku, mnie, moją pozostałą psią ekipę. Najwięcej cierpliwości miała do niego Buszka, która go ładnie wszystkiego uczyła. Gdybym jeszcze miała i pozbierała swoje poszarpane rzeczy przez Karmela z tamtego okresu, to uzbierało by się tego dość. Ulubioną „zabawą” Karmela było wrzucanie człowieka w niekomfortową sytuację i tylko czekał jak człowiek szturchany się ruszy, wtedy atakował. Czyli chciał sobie wpuścić obiekt w ruch. Długo nad wszystkim pracowaliśmy. Jak to bywa często w mojej pracy, nie było mi w ogóle do śmiechu i musiałam w wielu sytuacjach dzielnie się trzymać i jednocześnie umiejętnie zaprzyjaźniać się z psim zbójem, bo bez tego nie byłoby nic… Na filmiku to już w sumie nic do tego co się działo…Tutaj byliśmy już jedną nogą bliżej tego lepszego. No a teraz po tym psim wariacie nie ma śladu. Już nie ma przydomków: zakapior i kryminał.