Nie ograniczaj, a później nie oceniaj.

Nigdy nie oceniaj psa i nie decyduj o jego życiu, jeżeli nie dajesz mu możliwości wyboru. Nie każdy pewnie wie, ale psy, które trafiają do schroniska, (bynajmniej tego, w którym ja pomagałam jakiś czas temu) trafiają do drewnianych bud, które są miejscem kwarantanny. No trochę inaczej jest z psami „forumowymi”, dla nich raczej miejsce jest od razu gdzie indziej.

Nigdy nie znosiłam tych bud. Wiem, że takie miejsca były robione zapewne w słusznej sprawie, aby pies przeszedł w nich kwarantannę. Wszystko można zrozumieć, ale nie to, jak pies siedzi w czymś takim miesiącami. Tak właśnie było z Żubrem, o którym jakiś czas temu napisałam.

Żuber siedział tak przez parę miesięcy. Samotny, w ograniczonym małym miejscu, praktycznie nie widzący ludzi, chyba że podczas karmienia, ale wtedy też było nerwowo. Bez spacerów, bez niczego. Psiak był strasznie wycofany, jak się do niego na początku podchodziło, wbijał się w róg budy i warczał. Warczał ze strachu i dlatego, że nie miał żadnego innego wyboru. Stopniowo podchodziłam do niego i pokazywałam mu, że nie wszyscy ludzie są źli, że nie każdy krzyczy, nie każdy trzyma kij od szczotki. Trochę to trwało, ale Żuberek coraz bardziej mi ufał. Moim marzeniem było, aby w końcu przestał tam siedzieć, zresztą mówiłam to ciągle pani kierownik. Ale czy ktoś tego słuchał. Intruza, który tylko chodzi i martwi się tymi zwierzętami…
Ponownie pytając się, co dalej z psiakiem, usłyszałam od pani kierownik, że jest strasznie agresywny, że nie można dopuścić, aby kogoś pogryzł i że po Świętach zostanie uśpiony… Nie będę znów się powtarzać, co czułam. Jaki ten pies miał być i jak się zachowywać, siedząc tyle czasu w takich warunkach. Zawsze to tłumaczyłam, ale chyba tylko powietrze mnie słuchało.

Pisałam już również o tym, że wybłagałam dla Żuberka inne miejsce, żeby go poobserwować i dać mu szansę w trochę lepszych warunkach. Zapłaciłam za niego i się nim zajęłam. Miałam dusze na ramieniu, ponieważ pani kierownik kompletnie w niego nie wierzyła i uważała, że będzie przeskakiwał ogrodzenia i rzucał się na ludzi. A to okazał się taki fajny psiak, bynajmniej na tamten czas, jak ja byłam w schronisku.

Tak więc moja prośba, do tych wszystkich, co tak wszędzie krzyczą, przeważnie na forach internetowych, robią z siebie zagorzałych obrońców zwierząt, obudźcie się i zanim coś powiecie, zacznijcie zmieniać świat od swojego podwórka… Tam, gdzie zdane tylko na waszą łaskę są te wszystkie biedne psy, te o których nie ma głośno, a tak łatwo decydujecie o ich życiu.

Zabrzmi bardzo egoistycznie, ale gdyby nie moja osoba, nikt by nawet nie wiedział, że był taki pies, jak ŻUBER…
Na zdjęciu pokazana jest buda, w której Żuber tyle przesiedział. Nie ma na nich Żubra, ponieważ, wtedy, kiedy przychodziłam i uczyłam psiaka wiary w ludzi, nigdy nie wyciągałam aparatu, ponieważ jeszcze bardziej potęgował strach u tego psa. Na zdjęciu jest inna suczka, której robiłyśmy zdjęcie, żeby świat ją zobaczył i żeby jak najszybciej znalazła domek. Suczka miała super usposobienie do ludzi. Adoptowana.