Patrz, komu ufasz. Nie ten autorytet.

Każdy z nas w swoim życiu coś rozpamiętuje, czegoś bardzo żałuje. A najbardziej czegoś, czego nie da się cofnąć i odwrócić. Kilkanaście lat temu mój mąż przywiózł do domu suczkę mix – owczarka niemieckiego, którą uratował i wykupił od ludzi, którzy trzymali ją w piwnicy. Kisa żyła z nami kilka lat. Była najwspanialszym i najukochańszym przyjacielem. Bardzo nam chorowała. Walczyliśmy o nią do ostatniego dnia. Po odejściu Kisy i po jej kłopotach zdrowotnych, rodzinnie postanowiliśmy, że zakupimy psa z hodowli, mając nadzieję, że nie będziemy musieli przechodzić tego wszystkiego, co z Kisunią i nie chodziło tu tylko o nas, tylko o psa, który przez głupie rozmnażanie tak bardzo się męczył.

Pojechaliśmy do hodowli owczarków niemieckich. Zrobiło nam się strasznie szkoda puchatej kulki, która siedziała samotnie na tyłach w kojcu. Puchata kulka przeraźliwie ujadała, skacząc na siatkę. Była większa i jak się później okazało starsza od pozostałych maluchów, które widzieliśmy wcześniej. No właśnie, nasza puchata kulka, czyli Abrusia, wcale nie była z tej hodowli, tylko hodowcy dostali ją od kogoś za krycie. Najprawdopodobniej zdążyła też już być u kogoś, ale została oddana.

Abrusia zamieszkała z nami. Od początku była strasznie pobudzona, nerwowa. Nigdzie nie mogła znaleźć sobie miejsca. Wtedy tak wszystkiego nie analizowałam i nie zdałam sobie sprawy, że ona po prostu nie przeszła prawidłowej socjalizacji, że była szczeniakiem z kojca. Mi było jej strasznie szkoda, przytulałam, użalałam się nad nią w niczym jej nie pomagając a wręcz szkodząc. Niestety, oprócz serca dla niej, nic więcej nie miałam, a żeby mądrze wychować psa, nie wystarczy tylko miłość, bo ona może być ślepa i zgubna. Przede wszystkim powinniśmy posiadać wiedzę na temat wychowywania psa.

Ja mimo, że myślałam, że coć wiem, to nie wiedziałam nic. Abra, pomimo dobrej karmy, była ciągle za bardzo chuda. Była odrobaczana regularnie, ale niestety niewłaściwymi środkami, ponieważ po głębszych i dokładniejszych badaniach, okazało się, że ma tasiemca i co dziwne w kale nie było tego widać. Zobaczyłam u Abry na skórze dziwne zmiany ropne, do tego zaczęła dziwnie łysieć w niektórych miejscach. Po wzięciu wymazu, okazało się, że to gronkowiec. Walczyliśmy z dziadostwem i udało nam się. Cały czas ciężko nam było, jeżeli chodzi o wychowywanie Abry. Zapisałam się z nią na tresurę (specjalnie używam tego słowa, ponieważ jest adekwatne, do tego, jak pewna osoba „uczyła” traktować psy). Myślałam, że szkolenie Abry pomoże mi zapanować nad wieloma problemami, że będę mogła lepiej ją zrozumieć. I trafiłam do kogoś, do kogo nie powinnam nigdy trafić.

Dostałam wytyczne, co mam kupić – łańcuszek obowiązkowo. Po paru razach szarpania się z nerwową Abrą, usłyszałam , że Abra do niczego się nie nadaje, że nie może uczestniczyć w tresurze z innym psem i że najlepiej to takiego psa uśpić. Fakt, Abra powinna była przejść najpierw indywidualny trening rehabilitacyjny, ale ja kiedyś nie miałam takiej wiedzy. Tak przeszła bolesne szarpanie łańcuszkiem i wiele innych korekt, których nigdy nie powinna przejść. Spowodowało to wszystko, że stała się jeszcze bardziej lękliwym i nerwowym psem. Na wszystko reagowała strachem, rzucając się. Ja mimo, że kochałam ją (i kocham) strasznie, to godziłam się na to i sama uczestniczyłam w tym że mój pies cierpiał. Co z tego, że w domu płakałam i nie pasowało mi to wszystko. Nie dało mi to nawet do myślenia, że na widok tresera Abra zaczynała się trząść i rzucała się. To wszystko nie trwało długo w jej życiu, ale odbiło na jej już tak starganej psychice straszliwe piętno.

Po czasie wyszło też, że Abra ma dysplazję, co podczas wielu „ćwiczeń” sprawiało jej ból. Jest już po operacji. Może trochę chaotycznie, może za mało napisałam, ale chce przekazać wszystkim właścicielom, a przede wszystkim prosić ich, by patrzyli, komu ufają. Ja nabrałam się na to, że ktoś snuł o sobie takie opowiastki, do tego, nie mając wtedy wiedzy, myślałam, że tak powinno być, nawet jak pewne zachowania budziły we mnie sprzeczność, to zaufałam nie temu, co trzeba. Wyrazy typu: kolczatka, łańcuszki zaciskowe, obroże prądowe, dominacja budzą we mnie straszny wstręt i wiem, jak potrafią skrzywdzić psa. Dzisiaj bardzo żałuję wielu rzeczy. Wiem też, że nie buduje się swojego autorytetu poprzez szarpanie, przyduszanie do ziemi psa i robienie wielu innych awersyjnych rzeczy. W ten sposób nie zacieśniamy ze swoim psem żadnych więzi a powodujemy, że przestaje nam ufać i zaczyna nas się bać i to że szarpany „ładnie” siądzie, to nie dlatego że się nauczył, tylko dlatego żeby nie czuć więcej i uniknąć bólu. Poprzez wzajemną współpracę, opartą na szacunku, możemy tyle osiągnąć razem ze swoim psem. Wszystko to spokojnie i konsekwentnie, okazując dużo zrozumienia i szacunku tej czworonożnej istocie, która ma tylko nas i całkowicie jest od nas uzależniona. Mając tą wiedzę, co teraz, nigdy bym nie zrobiła tego, czego żałuję do dzisiaj i żałować będę do końca moich dni. Co z tego, że Abrze zapewniam wszystko co najlepsze. Brak lub zła socjalizacja i efekty tresury, jakim została poddana, odbiły się bardzo na jej życiu i ich skutki są bardzo widoczne po dziś dzień.